Nie wychodźmy na ulicę bronić demokracji

Bez ogródek napiszę to, co uważam – demokracja1 to gra nie warta świeczki. Swoją argumentację zacznę nietypowo – podzielę się tym, czego nauczyłem się podczas swojej krótkiej przygody z testowaniem gier planszowych.

Jednym z podstawowych błędów początkującego twórcy gier jest zignorowanie nieoczywistych, absurdalnych, a nawet ewidentnie złych (prowadzących do porażki) strategii, jakie mogą podjąć gracze. Ludzie są różni. Twórcy gry (systemu) nie powinni ich mierzyć swoją miarą.

Niektórzy testerzy gier wprost przyjmują strategię, w której nie starają się wygrać, tylko „zepsuć” grę – tzn. doprowadzić do sytuacji, w której pojawi się jakaś sprzeczność lub problem z interpretacją zasad. Próbują też, postępując zgodnie z zasadami, uczynić grę nudną, rozwlekłą lub w inny sposób nieprzyjemną dla pozostałych użytkowników. Takie obnażenie wad gry jest dla twórcy bardzo cenne i pouczające. Jeśli chce on wprowadzić swoje dzieło na rynek i pragnie, aby dotarło ono do tysięcy graczy, powinien liczyć się z tym, że takie niedopracowania będą wychodzić na jaw. Dlatego powinny one zostać wyeliminowane już w fazie testowania.

Załóżmy przykładowo, że pozornie dopracowana gra z elementem losowym działa sprawnie i podoba się uczestnikom, póki prawdopodobieństwo rozkłada się równomiernie. Pod koniec fazy testowania do rozgrywki zasiadają cztery osoby. Jedna z nich ma tym razem ogromne szczęście i dzięki temu już na samym początku zdobywa miażdżącą przewagę nad pozostałymi trzema. Charakter gry jest jednak taki, że rozgrywka może jeszcze potrwać godzinę. Trzech graczy, którym nie dopisało szczęście, albo opuści grę przed czasem, albo będą się męczyć, wiedząc, że praktycznie nie mają już szans na wygraną, a ich możliwości są coraz bardziej ograniczane rosnącą przewagą czwartego gracza.

Wystąpienie takiej sytuacji świadczy o tym, że gra była jednak niedopracowana. Testerzy powinni zgłosić ten fakt twórcy, aby wyeliminował nawet niskie prawdopodobieństwo wystąpienia takich rozgrywek. Co powiedzielibyście o trzech pechowych graczach, gdyby pozostali oni w tej męczącej sytuacji? Co powiedzielibyście, gdyby frustrująca partia, zamiast godziny, miała trwać jeszcze cztery lata? Czy skazana na porażkę trójka powinna nadal tkwić w tej rozgrywce, obrazić się na szczęśliwego gracza i założyć Komitet Obrony Zasad Gry?

Takie jest mniej więcej moje zdanie na temat Komitetu Obrony Demokracji. Osoby działające pod tym szyldem marnotrawią swoją energię, kierując całość swojego słusznego niezadowolenia przeciwko zwycięskiej partii i broniąc systemu, który doprowadził do ich fatalnej sytuacji!
Nie zrozumcie mnie źle – nie chcę w tym miejscu usprawiedliwiać rządzących. Ich zachowanie jest godne potępienia – ale jak naiwnym trzeba być, by liczyć na dobre intencje osób przy władzy? System polityczny jest pod wieloma względami bardzo podobny do gry planszowej. Jest to model, który może być skonstruowany lepiej lub gorzej. W ramach tego modelu mogą działać bardzo różni ludzie – i tak samo różne mogą być ich intencje i strategie. Przedstawiciele władzy, którzy wykorzystują ją dla ograniczania naszej wolności zawsze zasługują na potępienie – ale to nie zmienia faktu, że przy analizie konstrukcji samego systemu musimy brać pod uwagę, że władzę mogą zdobyć ludzie skłonni do takich zachowań (mało tego – uważam, że sam charakter władzy przyciąga przede wszystkim właśnie takie jednostki). Nie mniejsze potępienie należy się zatem ustrojowi, który umożliwia (legalizuje) takie zachowania rządzących.

System, który wyznacza warunki, jakie trzeba spełnić (np. zebranie odpowiedniej ilości głosów), by móc z dużą łatwością ograniczać wolność osób, które nigdy się na to nie zgodziły (w naszej sytuacji chodzi przede wszystkim o osoby, które nie wzięły udziału w głosowaniu lub głosowały na inną partię), jest taką źle skonstruowaną grą. Krótkowzroczne osoby mogą nie widzieć w nim problemów, dopóki nikt nie spełni wspomnianych warunków. PiS jednak zdobył w tym momencie taką władzę, jakiej w III RP nie miał jeszcze nikt. Oni spełnili te warunki i wydawałoby się, że już nawet krótkowzroczne osoby powinny widzieć, że demokracja jest nieudanym systemem. Niestety, zamiast takiego przebudzenia, mamy Komitet Obrony Demokracji.

Ktoś mógłby wprawdzie powiedzieć, że PiS nie gra zgodnie z demokratycznymi zasadami, więc nawet część problemu nie leży w samym systemie – jego jedyną przyczyną jest obecna władza.

Ja jednak uważam, że jeśli system był dobrze skonstruowany, to nie powinno być żadnego problemu – jeśli ktoś postępuje niezgodnie z zasadami, zostanie powstrzymany, a nawet ukarany. Nic nam nie grozi. To osoba wysuwająca wspomniany argument sugeruje, że przykładem dobrej, stabilnej konstrukcji jest sytuacja, w której państwo – jako instytucja – jest zazwyczaj sędzią we własnej sprawie.

Państwo rości sobie monopol na stanowienie i wykonywanie prawa. Jeśli owe państwo jest rzeczywiście dobrze skonstruowane, to osoby naruszające prawo prędzej znajdą się w więzieniu niż pozostaną przy władzy. Nie musimy wychodzić na ulicę.

Demokracji moglibyśmy bronić, gdyby władzę przejęła siłą grupa, która nie wygrała wyborów. Jeśli jednak nie kwestionujemy wyników październikowego głosowania, nie musimy bronić demokracji. Dobra konstrukcja sama się obroni – szczególnie, że zażegnanie powstałego zagrożenia leży dokładnie w jej (czyli demokratycznego państwa prawa) kompetencjach.

Konstrukcja, która się w takiej sytuacji nie obroni, powinna zostać zastąpiona czymś lepszym. Nie przeczę więc, że warto wyjść na ulicę – ale zróbmy to w obronie tej lepszej sprawy.

Kolejny zarzut wobec mojego stanowiska może być taki, że samo słowo demokracja ma szerokie znaczenie – nawet w kontekście politycznym. Obecny system jest tylko jednym z możliwych systemów demokratycznych. Ktoś mógłby wręcz powiedzieć, że demokracja jest jedynie listkiem figowym obecnego ustroju – a z prawdziwą demokracją ma on niewiele wspólnego. Takie rozumowanie jest w dużym stopniu słuszne – sam uważam, że zastąpienie obecnego systemu przedstawicielskiego demokracją płynną byłoby dość umiarkowaną, ale dobrą zmianą.

Jeśli chodzi o zakres władzy sprawowany przez parlament, obecny system polega na tym, że co cztery lata wrzucamy swoje prawa obywatelskie do urny. Tam, jak to w urnie, przechowywane są ich prochy. Potem te ograniczone prawa zmartwychwstają na jeden dzień, znowu wrzucamy je do urny – i tak w kółko.

Dlatego z PiS-em już przegraliśmy obecną czteroletnią rozgrywkę. Przynajmniej jeśli chodzi o grę zgodną z zasadami. Zamiast Komitetu Obrony Zasad Gry potrzebna jest Polakom realna zmiana – właśnie zmiana zasad, które doprowadziły do obecnej sytuacji.

Demokracja płynna pozwoliłaby wielu obywatelom zachować swoje głosy. Natomiast ci, którzy zaufali PiS-owi, ale nie są zadowoleni z ich ostatnich decyzji, mogliby natychmiast wycofać oddany im głos i zostawić go sobie lub przekazać komuś innemu.

Aby ukazać fatalną konstrukcję obecnego systemu, pokażę jeszcze jeden paradoks. Część osób, mając dość rządów koalicji PO-PSL, z braku lepszego pomysłu mogła zagłosować na PiS jako najlepszą (ewentualnie: posiadającą największe szanse) alternatywę dla poprzednich rządów. Taka decyzja może wydawać się naiwna, jednak ja, choć nie podzielam takiego stanowiska, widzę, że obecny fatalny ustrój rzeczywiście często prowadzi ludzi do podobnych spekulacji, czyli głosowania taktycznego, a nie ideologicznego.

Zauważmy teraz, że rozsądniejsze z osób, które zagłosowały na PiS, mogły np. uważać, że lepiej jest, żeby wybory wygrał PiS niż PO, ale jednak widzieć poważne zagrożenie w monopolizacji władzy przez jedną partię. Być może wśród głosujących na PiS były osoby, które wolałyby koalicję PO-PSL, PO-Nowoczesna lub Nowoczesna-PSL (lub nawet jakąkolwiek koalicję) niż samodzielne rządy PiS. Tu znowu wychodzi na jaw beznadziejna konstrukcja obecnego ustroju. Wyborcy są często zmuszeni spekulować, głosować na mniejsze zło itp. Mają jednak znikomy wpływ na to, jak zagłosuje reszta Polaków. Wspomniane osoby, widząc, że PiS zdobył samodzielną większość sejmową, już po wyborach mogły wiedzieć, że zagłosowały przeciwko sobie. Wolały PiS niż PO, ale nie chciały samodzielnej władzy PiS-u (ani jakiejkolwiek innej partii). Jak w takim systemie podejmować racjonalne decyzje?
Demokracja płynna pozwoliłaby im odebrać głosy scedowane wcześniej na PiS, jeśli uznaliby, że partia ta ma obecnie zbyt dużą władzę lub sprawuje ją niewłaściwy sposób. Z tego i wielu innych powodów jest to system o wiele lepszy niż obecny, nie będę jednak udzielał mu całkowitego poparcia. Wciąż, jako model decyzyjny przymusowej organizacji państwowej, jest to system, w którym większość może ograniczać wolność mniejszości. Wciąż ludzie, którzy nie godzili się poddawać poczynionym ustaleniom, będą do tego zmuszani. Temu się sprzeciwiam.

Demokracja nie jest wartością, o którą warto walczyć. Czy naprawdę wystarczy, żeby PiS postraszył nas kilkoma swoimi pomysłami, abyśmy zaakceptowali ten cyrk, którego doświadczaliśmy przez kilka ostatnich lat? Świat nie jest przecież zero-jedynkowy. Ponad PiS-em, wspomnianym cyrkiem oraz przeróżnymi formami demokracji są inne, lepsze pomysły na organizację społeczną. Pora przemyśleć sprawę i odrzucić państwową propagandę, która stawia demokrację na piedestale najwyższych wartości.

Słowu demokracja przypisywane są obecnie różne znaczenia, ale w kontekście politycznym powszechnie rozumiane jest ono jako rządy większości. Realnie są to rządy przedstawicieli największej mniejszości (czyli mikro-mniejszości wewnątrz mniejszości). Ludwig von Mises nazwał wprawdzie wolnorynkowy kapitalizm „demokracją konsumentów”, ale nie łudźmy się, że takie jest powszechne rozumienie terminu demokracja.

Może zamiast walczyć o lepszy kształt demokracji lub bardziej wolnościowe rozumienie tego słowa, lepiej uświadamiać fakt, że powiązana z władzą i przymusem demokracja jest tak naprawdę antywartością – niezależnie od tego, że jest antywartością bardziej znośną niż autorytaryzm. Był w historii Europy okres, w którym demokracja oznaczała postęp – wciąż jednak, jako forma sprawowania władzy, pozostawała ona złem. Zerwijmy z wybieraniem mniejszego zła. Dążmy do dalszego postępu – niech teraz demokrację zastąpi dobro – wolność (i szerzej: niech władzę zastąpi dobrowolność).

Zdecydowanie lepiej jest walczyć z przyczyną niż z objawami. Demokracja doprowadziła nas do sytuacji, w której naszej wolności zagraża partia, na którą zagłosowało 18,65% uprawnionych obywateli. Nie brońmy zasad źle skonstruowanej, niesprawiedliwej, krzywdzącej gry. Nie wychodźmy na ulicę w złej sprawie. Komitet Obrony Demokracji powinien zostać wyparty przez Komitet Obrony Wolności.

Bartek Dziewa


1W niniejszym artykule chodzi mi jedynie o demokrację rozumianą jako przymusowy ustrój polityczny, a nie jako model decyzyjny organizacji, firmy, szkoły lub innej grupy opartej na dobrowolnym uczestnictwie.

Advertisements

2 thoughts on “Nie wychodźmy na ulicę bronić demokracji

  1. Pingback: Nie wychodźmy na ulicę bronić demokracji – Obiektywizm.pl

  2. Pingback: Czerwone linie | Gazeta Kontrowersyjna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s